Elektryczna hulajnoga Lime – jazda po mieście

Wychodząc w poniedziałek z domu, w ciągu 10 minut natknąłem się na kilka elektrycznych hulajnóg leżących lub stojących w różnych punktach Śródmieścia. Wczoraj widziałem nawet 2 osoby jadące na tych urządzeniach, więc postanowiłem się przyjrzeć sprawie. 

Ekonomia współdzielenia w praktyce

Warszawa jest drugim po Wrocławiu polskim miastem, do którego zawitała firma Lime. To globalnie działająca firma wyspecjalizowana w miejskich elektrycznych środkach transportu: rowerach i hulajnogach. W Polsce temat rowerów miejskich został już rozpracowany, więc Lime stawia u nas na hulajnogi. Nie bez znaczenie jest też pewnie to, że w polskich miastach rowery przez określony czas (zwykle 20 minut) są bezpłatne, więc prywatnej firmie trudno zarobić konkurując z miejskim systemem.

System Lime wpisuje się w koncepcję sharing economy (pol. ekonomia współdzielenia), bo pozwala wielu osobom używać określonej liczby urządzeń. Co więcej, firma umożliwia też zarabianie osobom, które nocami będą ładować wskazane przez firmę hulajnogi u siebie w domu, po uprzednim zebraniu ich z ulic samochodem. Po podliczeniu kosztów nie spodziewałbym się kokosów.

Koszt używania

screen lime

Amerykanie muszą na swoim biznesie zarobić, więc hulajnogi kosztują. I to niemało według mnie. Opłata za odblokowanie sprzętu to 2 złote, a potem każda minuta wypożyczenia to 50 groszy. Jak to się ma do innych opcji? Wczoraj przemierzyłem rowerem (plus dojście do stacji) półtora kilometra (kawałek filmu na Instagramie) w 10-15 minut, zależnie od kierunku. Za Veturilo nie zapłaciłem nic, bo zmieściłem się w bezpłatnym limicie 20 minut. Autobusem musiałbym kupić bilet 75-minutowy za 4,40 zł. 

Nie jestem mistrzem hulajnogi, ale zakładam, że przejechałbym tę trasę w takim samym czasie jak rowerem. Koszt przejazdu wyniósłby więc 2 strony x (2 zł za start + 12 minut x 0,5 zł) = 16 złotych. Drogo! Pewnie już uberem byłoby taniej…

Prawo nie akceptuje

Nie wiem czy twórcy systemu Lime wzięli pod uwagę polską rzeczywistość prawną. Z wypowiedzi pani rzecznik Komendanta Miejskiego Policji w Świnoujściu wynika, że hulajnoga elektryczna nie może być używana na publicznych drogach, chodnikach czy nawet ścieżkach rowerowych. Gdzie może? Na prywatnych posesjach! Jakie są ryzyka? Przede wszystkim mandat karny, od 20 do 500 złotych. Gorzej, jeśli dojdzie do kolizji. Polisa OC samochodu nie będzie obowiązywać. Użytkownik hulajnogi raczej też nie jest ubezpieczony od tego rodzaju wypadków, więc powinien mieć gruby portfel. Zwłaszcza że jako urządzenie poruszające się niezgodnie z prawem, jego użytkownik rawie na pewno będzie uznany winnym zdarzenia.

Problemy wieku dziecięcego

Coraz trudniejszy będzie też według mnie temat hulajnóg leżących/stojących na ulicach. Co na to właściciel, czyli miasto? Niektórzy użytkownicy będą pewnie zostawiać urządzenia w miejscach utrudniających ruch itp. Dla przykładu, w marcu kalifornijskie miasto Coronado zakazało pozostawiania wolnostojących rowerów, bo uznano je za “uciążliwe”. Od marca do lipca służby miejskie Coronado (Kalifornia) zarekwirowały 100 hulajnóg firmy Lime. U nas prędzej czy później będzie podobnie.

Lime w Polsce działa ledwie od paru tygodni. Na Facebooku pierwsi użytkownicy donoszą o problemach z pobieraniem niewłaściwych kwot (zawyżonych) przez aplikację, sporo pytań pozostaje bez odpowiedzi. Zakładam jednak, że w ciągu tygodni te kłopoty zostaną przezwyciężone i system będzie działać sprawnie. No właśnie – w tym czasie na Polskę spadnie zimowa aura i przejazd czymkolwiek na dwóch kołach stanie się wyzwaniem dla kaskaderów. Będziecie wtedy jeździć? I w takiej cenie?

Post Author: admin

Co myślisz?